Czy sąd odda Twoją skargę maszynie do przeczytania? 🙂 Spokojnie. 20 października 2026 r. Naczelny Sąd Administracyjny i Ministerstwo Cyfryzacji podpisały list intencyjny. To deklaracja wspólnego kierunku, nie umowa wdrożeniowa, i nie ma w niej maszyny, która pisze wyroki.
Co dokładnie podpisano
Najpierw test. 30 pracowników NSA, nazwanych ambasadorami, sprawdzi pilotażową wersję Asystenta Urzędniczego AI. To narzędzie Ministerstwa Cyfryzacji dla administracji publicznej, a nie osobny system wymyślony na potrzeby sali rozpraw. W relacjach opartych na komunikacie NSA (m.in. Forsal i Dobreprogramy) nie ma terminu pełnego wdrożenia ani kosztu.
Ambasadorzy mają sprawdzić cztery rzeczy: streszczanie i porównywanie dokumentów, projekty pism, wyszukiwanie przepisów oraz anonimizację, czyli usuwanie danych, po których da się rozpoznać człowieka.
Bezpiecznik jest prosty: każdy dokument stworzony przez AI ma sprawdzić i zatwierdzić sędzia. Wicepremier Krzysztof Gawkowski podsumował to zdaniem, że „na końcu każdego procesu zawsze musi stać człowiek”. Prezes NSA Jacek Chlebny dodał drugi krok: na bazie asystenta urzędniczego sąd chce zbudować Asystenta AI Sędziego Sądu Administracyjnego, z funkcjami związanymi z orzekaniem i obsługą akt. Ma on powstać po pilotażu, nie zamiast niego.
Ministerstwo ma dawać NSA i pozostałym sądom administracyjnym kolejne wersje asystenta, przy wsparciu PLLuM, polskiego modelu językowego. NSA w zamian udostępni NASK orzeczenia z Centralnej Bazy Orzeczeń Sądów Administracyjnych, wyłącznie po to, by doskonalić narzędzia. Współpraca ma opierać się na dobrowolności i przejrzystości.
Co z tego wynika, gdy to Ty masz sprawę
Sądy administracyjne kontrolują, czy urząd działał zgodnie z prawem. NSA jest w tym systemie najwyższą instancją. Streszczenie akt i wyszukanie przepisu skracają pracę asystenta sędziego. Oceny dowodów nie zastępują.
Prawdziwe ryzyko jest inne niż „maszyna wyda wyrok”. Wyobraź sobie streszczenie, które gładko pomija jedno zdanie, na którym wisi cała Twoja skarga. I drugie pytanie: czy w ogóle dowiesz się, że przy Twoich aktach pracował model? Forsal zalicza je do pytań, na które komunikat NSA na razie nie odpowiada. Naszym zdaniem to pytanie, które warto zadać głośno, zanim stanie się rutyną.
PLLuM nie jest tu ozdobą. To rodzina krajowych modeli, w której niedawno przybyło 11 otwartych wersji, od 4B do 70B parametrów, i która ma być dopasowana do polskiego języka oraz terminologii administracji. To powód, dla którego sąd sięga po model krajowy, a nie dowód, że model nie zmyśli sygnatury.
Czego list nie załatwia
Nie ma harmonogramu. Nie ma informacji, czy strona zobaczy w aktach ślad użycia modelu. W relacjach, które czytaliśmy, nie ma też opisu, gdzie fizycznie poleci dokument w czasie testu: na infrastrukturę sądu, do chmury resortu czy do środowiska NASK. To luka, nie drobiazg. Anonimizacja jest na liście funkcji właśnie dlatego, że akta identyfikują ludzi.
Test 30 osób niczego jeszcze nie przesądza. Dopiero jego wynik pokaże, ile streszczeń trzeba było poprawić, ile przepisów model podał źle i ile razy anonimizacja przepuściła dane. Tego nie powie żaden list intencyjny. Powie to liczba.
Praktyczny wniosek: jeśli w sprawie administracyjnej pojawi się pismo „wspomagane”, pytaj, kto je zatwierdził. Na dziś odpowiedź z komunikatu brzmi: sędzia. List intencyjny nie zamienia tej odpowiedzi w gwarancję systemu. Wartość brudnopisu poznasz po tym, czy sędzia ma czas go przeczytać, czy tylko go parafuje.
Pytaj, kto zatwierdził. To nic nie kosztuje, a zmienia wszystko. Pozdrawiam dociekliwie,
Czytaj dalej: Wygodny agent myli się pewnie. Potem klika (co się dzieje, gdy nikt nie zatwierdza), Oddajesz szkic, zanim pomyślisz (dlaczego parafowanie brudnopisu to ryzyko), Bielik v3 (drugi polski model, który możesz postawić u siebie).
Źródła: Forsal.pl (4.11.2026, na podstawie komunikatu NSA), Dobreprogramy, Telepolis.